Być chrześcijaninem

Być chrześcijaninem

Kim jest chrześcijanin? Kto to jest chrześcijanin? Nasze odpowiedzi zazwyczaj są poprawne. Ktoś, kto naznaczony został imieniem Chrystusa (staropolskie „Christiti”), ktoś, kto należy do Chrystusa. Jednak, jak życie pokazuje, nie zawsze mamy pełną świadomość i właściwe zrozumienie kryteriów – znaków tej przynależności.

Nie ulega wątpliwości, że obraz bycia chrześcijaninem obecny w świadomości „statystycznego” katolika, jest dzisiaj często bardzo zamazany, a nawet zdeformowany. Niemało przyczyniają się do tego lansowane przez mass media wzorce tzw. „postępowego, nowoczesnego katolika”, jak również coraz powszechniej akceptowane, sprzeczne w sobie pojęcia: „wierzący a niepraktykujący”, „Chrystus tak – Kościół nie”, czy tzw. alekatolicyzm („jestem katolikiem, ale…”), polegający na wybiórczym przyjmowaniu niektórych prawd wiary. W tej rzeczywistości pytanie o podstawowe kryteria przynależności do Jezusa Chrystusa i właściwe ich rozumienie jest konieczne. Nie może uciec przed nim żaden wyznawca Chrystusa. Dopiero bowiem w ich świetle widoczna jest różnica między formalnym tylko a rzeczywistym byciem chrześcijaninem oraz możliwa jest odpowiedź na pytanie: kto to jest chrześcijanin?

Teologia wymienia najczęściej cztery podstawowe kryteria, w świetle których możliwa jest odpowiedź na to pytanie. Są nimi: wiara, sakramenty, znak wspólnoty podporządkowanej określonej władzy oraz miłość. Bez obecności któregokolwiek z nich, trudno mówić o „byciu chrześcijaninem” w sensie ścisłym. Znaków tych nie należy traktować w sposób rozłączny. Wzajemnie się one bowiem przenikają i warunkują. Sakrament chrztu np. jest par excellence sakramentem wiary. Wymagana jest ona do jego przyjęcia. Wiara jest również warunkiem sine qua non przyjmowania pozostałych sakramentów. Czyn wiary zaś, jak uczy św. Paweł, polega na miłości: „Albowiem w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani jego brak, nie mają żadnego znaczenia, tylko wiara, która działa przez miłość” (Ga 5, 6). Spróbujmy zatem przyjrzeć się bliżej, poczynając od wiary, wymienionym wyżej, najbardziej fundamentalnym znakom naszego bycia chrześcijaninem.

Czym jest chrześcijańska wiara? Z chrześcijańskiego punktu widzenia (jest to szczególnie ważne w kontekście innych religii) wiara ta ma swoją podstawę w objawiającym się czynie Boga w Jezusie Chrystusie, a więc w samoobjawieniu się (samoudzieleniu się) Boga w Jezusowym słowie i milczeniu, działaniu i cierpieniu, a zwłaszcza w zdarzeniu wieńczącym całe objawienie, tj. w zmartwychwstaniu. „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie!” (J 14, 1). Podstawą zatem chrześcijańskiej wiary jest ufne oddanie się Bogu (zob. Hbr 11, 1-40), dopełniające się w akceptacji objawienia Bożego, które zdarzyło się w życiu Jezusa.

Kiedy mówię „wierzę w Boga chrześcijaństwa” (nie hinduizmu, buddyzmu, islamu), to oznacza, że wierzę w Boga takiego, jakim On się objawił w Jezusie Chrystusie. Takiego, jaki stał się widoczny w Jezusie Chrystusie. To „w Chrystusie” jest fundamentalne dla chrześcijańskiej wiary. Jest jej samookreśleniem.

Jeśli chrześcijanin nie respektuje tego znaku, jak to często daje się zauważyć w dyskusjach pośród samych wiernych, odsłania tym samym, iż brakuje mu samorozumienia swojej wiary. Świadczy to bowiem o istotnej nieznajomości Ewangelii.

Wiara chrześcijańska nie jest także, jak to niestety sądzi jeszcze wielu współczesnych chrześcijan, jakimś wyłącznie aktem rozumowego przyjęcia, uznania doktryny chrześcijańskiej, zawartej w Piśmie Świętym i podawanej przez Kościół do wierzenia, przy czym doktryna ta nie zawsze jest w całości znana i przyjmowana – zresztą, rzadko widać próby czy wysiłki podejmowane w celu lepszego jej poznania. Takie rozumienie wiary jest niewłaściwe.

Wiara chrześcijańska jest bowiem aktem przyjęcia przez człowieka jako osobę Boga, który objawił się w Jezusie Chrystusie. Istotą tego aktu jest fundamentalna dla ludzkiej egzystencji relacja do żywej i konkretnej Osoby Wcielonego Syna Bożego, z tym wszystkim, co ta osoba oferuje człowiekowi: uczestnictwo w życiu samego Boga. Spodobało się Bogu w swej dobroci i mądrości objawić siebie samego i ujawnić nam tajemnicę swojej woli (zob. Ef 1, 9), dzięki której przez Chrystusa, Słowo Wcielone, ludzie mają dostęp do Ojca w Duchu Świętym i stają się uczestnikami boskiej natury (zob. Ef 2, 18, 2 P 1, 4; Konstytucja dogmatyczna o objawieniu Bożym Soboru Wat. II, nr 2). Chrześcijanin to ten, kto traktuje Boga w Jezusie Chrystusie nie jako kogoś oddalonego i obcego, ale jako bliskiego, obecnego tutaj, z kim utrzymuje się realny kontakt, a nawet intymny kontakt, niemal tak, jak utrzymuje się go z najbliższymi sobie osobami. Konsekwencją takiej postawy wiary staje się coś na kształt identyfikowania się chrześcijanina z Chrystusem, prowadzącego do Pawłowego „Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus[…]” (por. Ga 2, 20).

Ta szczególna bliskość z Chrystusem totalnie zmienia ludzkie życie. Staje się ono całkowicie ukierunkowane na Chrystusa. Wszystko w nim staje się Chrystusowe, cały świat postrzegania i wartościowania. Realizuje się to, co wyraził św. Jan Apostoł: „[…] Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak On postępował” (por. 1 J 2, 6).

Taka postawa wiary, rzecz jasna, jest niemożliwa do osiągnięcia ludzkimi siłami. Chrześcijańska wiara z istoty swej jest łaską, darem, samoudzielaniem się Boga człowiekowi. Tę łaskę wiary zyskujemy w sakramencie chrztu św. Dokonuje ona bytowej przemiany w człowieku: Bóg zamieszkuje w nim przez Ducha Świętego. Wynosi człowieka na płaszczyznę życia osób Bożych, czyni go swoim dzieckiem i przyjacielem, partnerem w dialogu, a tym samym wprowadza człowieka w rzeczywistość zbawienia. Chrześcijanin musi jednak wiedzieć, że ta łaska, jak każda zresztą łaska Boża, stanowi nie tylko dar, ale i zadanie dla niego. Polega ono na jej pielęgnowaniu i trosce o jej rozwój. Dokonuje się to przy współpracy człowieka z Bogiem.

Łaska wiary wskazuje chrześcijaninowi jego cel i przeznaczenie, którym jest wieczne życie z Bogiem w rzeczywistości transcendentnej. Tak wielu współczesnych chrześcijan rzadko sobie uświadamia, że ich naczelnym zadaniem życiowym jest realizowanie Chrystusowego nakazu dążenia do świętości: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5, 48). Stąd też chrześcijaństwo w wydaniu współczesnym jawi się często jako nieatrakcyjne, bowiem codzienność, wszystkie wymiary ludzkiego życia, nie są kształtowane w duchu chrześcijańskiej wiary. Przybiera ono formę typowego faryzeizmu, który w ustach Chrystusa zasługiwał jedynie na potępienie.

Istota bycia chrześcijaninem, a tym samym również istota wiary, polega na związku z Chrystusem. Chrześcijanin po prostu jest człowiekiem Chrystusowym. Związek ten ma miejsce tylko wtedy, gdy ma charakter relacji żywej, a więc nie zerwanej przez grzech. Gdy chrześcijanin traci to powiązanie, de facto przestaje być chrześcijaninem. „Jeśli mówimy, że mamy z Nim współuczestnictwo, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą” (1 J, 1, 6). „Każdy, kto trwa w Nim, nie grzeszy, żaden zaś z tych, którzy grzeszą, nie widział Go, ani Go nie poznał” (1 J 3, 6). „Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3, 8).

Wiara jako zadanie polega również na dawaniu świadectwa o Chrystusie przez całe chrześcijańskie życie. Nie może być ona talentem zakopanym w ziemi (zob. Mt 25, 14-30). Chrystus domaga się przyznawania się do Niego przed ludźmi. Na mocy sakramentu chrztu i łaski wiary chrześcijanin uczestniczy w prawdziwej misji Chrystusa i Kościoła, przeznaczony jest do apostolstwa. Łaska wiary bowiem, jak zresztą każda łaska, jest darem do podzielenia się z innymi.

Pytamy: dlaczego w świecie jest tyle niewiary, zła, grzechu? Z pewnością dlatego, że Chrystus jest przez nas niedostatecznie głoszony. Chrześcijanie świeccy mają wnieść Ewangelię wszędzie tam, gdzie żyją i pracują (por. KK 1; ChL 23). Czy tak jest? Odpowiedzmy sobie sami na to pytanie.

Oczywiście, wiara jako odpowiedź na Boże objawienie zakłada przyjęcie tego objawienia także w jego wymiarze doktrynalnym. Przynosi ono bowiem pełną prawdę o Bogu i człowieku, jakże często będącą w konflikcie z „prawdami”, które głosi współczesny świat. Jezusowe orędzie o Królestwie Bożym, które jest obecne w tym świecie, nie jest przecież z tego świata. Świat jest wielkim cmentarzem ludzkich utopii, chcących zaprowadzić wyłącznie ludzkimi siłami królestwo prawdy, sprawiedliwości i pokoju.

Prawdy przyniesionej przez Jezusa Chrystusa nie można traktować wybiórczo. „Jestem katolikiem, ale… jestem za: aborcją, eutanazją, rozwodami”… itp.

Treści wiary nie przyjmuję na zasadzie doboru, co mi z niej odpowiada. Jest ona pełną miłości ofertą skierowaną do mnie przez Chrystusa. „Jeśli chcesz…”, pytał zawsze Chrystus. Kto się nie zgadzał z Jego nauką, mógł odejść. Nikogo nie zatrzymywał siłą (por. J 6, 60-68). Nie mogę jednak idąc za Chrystusem, uszczuplać, a tym bardziej zmieniać Jego nauki. To tylko kilka myśli o naszym byciu chrześcijaninem. Czy naprawdę należę do Chrystusa?

ks. Leonard Fic

/ niedziela.pl /

Close Menu