List pasterski „O życiu parafialnym”

List pasterski „O życiu parafialnym”

… parafia nie jest jakimś ideowym odzwierciedleniem! zbiorowości Kościoła ani przypadkowym wcieleniem Ewangelii w niepowiązanej grupie ludzi. Nie jest tylko geograficznym określeniem siedziby proboszcza ani jedynie kościelnym okręgiem administracyjnym. Parafia jest „kościołem” w znaczeniu Dziejów Apostolskich, czyli jest rzeczywistą społecznością katolików, mającą w obrębie Kościoła Chrystusowego swoje organiczne życie, swój ustrój, swego pasterza, swoje cele i zadania, swoje prawa i czynności, swoje powiązania i odgraniczenia.

Najmilsi Diecezjanie!

W pierwszej części swego Objawienia widział Św. Jan Apostoł Syna człowieczego, otoczonego złotymi świecznikami i trzymającego gwiazdy w swej prawicy. Było to wyobrażenie Chrystusa żyjącego w swym Kościele. Świeczniki oznaczały gminy chrześcijańskie a gwiazdy wyrażały ich pasterzy. Pomimo, że wtedy zaledwie pół wieku było upłynęło od założenia Kościoła, już się do gmin chrześcijańskich i do ich zarządu duchownego wkradały błędy i wady. Przygasły złote świeczniki. Bladły gwiazdy kapłańskie. Zbawiciel zleca proroczemu Apostołowi, aby upominał Kościoły i ich pasterzy, przestrzegając przed herezją i zgorszeniem, przed oziębłością i bezwładem, przed zamieszaniem i rozstrojem.

Zawsze mnie głęboko przejmowała tajemnica tych gwiazd apokaliptycznych i świeczników. Bo ta przedostatnia karta Nowego Testamentu zawiera znamienne dopełnienie Ewangelji o Kościele, a jej wołanie: kto ma ucho, niech słucha, co Duch Kościołowi mówi (Ap 2,11), brzmi poprzez wieki niby zaświatne zaklęcie Zbawiciela, byśmy Kościoła strzegli przed następstwami ułomności ludzkiej, a środowiska katolickie i ich pasterzy dźwigali ku szczytom ewangelicznym.

Od apostolskich kościołów w Azji Mniejszej, do których zwracała się przestroga Objawienia, a które następnie zmiotła fala pogaństwa, czekającego jeszcze dzisiaj na godzinę swego powołania do Ewangelji, biegnie myśl moja ku naszym czasom i zatrzymuje się na moich parafiach wielkopolskich. Sześćsetszesnaście złotych świeczników roztacza tu dzisiaj światło wiary. Tyleż gwiazd pasterskich płonie tu nad ludem bożym. A wśród nich Chrystus chodzi, którego oblicze jako słońce świeci w swej mocy (Ap 1,16).

Czy te gwiazdy i świeczniki szerzą nieprzyćmione światło prawdy objawionej? Czy nią prześwietlają umysły i czy mocą bożą serca hartują dwumiljonowej rzeszy wiernych moich? Czy nie przygasają te świeczniki, które tu od wieków pokoleniom oświetlały drogę żywota? Czy już należycie rozbłysły te lichtarze najnowsze, które tu z woli Opatrzności ostatnimi czasy zapalałem? Czy nasze parafie żyją pełnym życiem Bożym? Czy się opierają sekciarstwu? Czy wzbraniają wstępu wolnomyślicielstwu i bezbożnictwu? Czy nie zatracają swej zwartości pod działaniem czynników niezgody? Czy są skupione w sobie i około swych pasterzy?

Któż zgłębi tę moją troskę o wszystkie kościoły? (1Kor 10,13). Przygniata mnie ona brzemieniem odpowiedzialności. Niepokojem wrosła mi w duszę. Przerywa mi modlitwy. Wypełnia mi rozmyślania. Dręczy mnie w rachunkach sumienia. Z niej zaczerpnąłem pobudkę do niniejszego listu i ona podawała mi myśli, które się na to orędzie wielkopostne złożyły.

O nich do was piszę, o tych kościołach w zrozumieniu świętego Pawła, o tych świecznikach z Objawienia, o naszych parafiach, kochani diecezjanie. Piszę o tych sprawach, na które w swych listach pierwszym gminom chrześcijańskim zwracali uwagę Apostołowie. Oczywiście osnuwam swoje nauki na tle dzisiejszych stosunków i uwzględniając obecne potrzeby wiary.

Nie chodzi mi tyle o parafje, jako zagadnienie organizacyjne i prawne. Chciałbym się raczej zająć ich życiem, ich duchem, ich zadaniem w obrębie Kościoła Chrystusowego. Dlatego w pierwszej części listu skupiam swoje uwagi około znaczenia, które ma parafia, jako organiczna cząstka Kościoła Chrystusowego. W drugiej części piszę o duchu, którym się kierować powinna parafia, jako ośrodek duszpasterski. W trzeciej zaś podaję kilka wniosków praktycznych, dotyczących odbudowy i ożywienia życia parafialnego.

A wstępując do waszych kościołów z tym słowem pasterskim, składam hołd modlitewny ich świętym Patronom i z uwielbieniem całuję czcigodne relikwie, które spoczywają w waszych ołtarzach. Niech nam niebieskie duchy tych świętych towarzyszą w rozmyślaniu wielkopostnym. Niech nam wypraszają łaski. Niech nas natchną zbawiennymi postanowieniami i niezłomną wolą stanowczego nawrotu do życia parafjalnego, aby Kościół wziął zbudowanie (1Kor 14,5).

● I. Parafia jako organiczna społeczność katolicka

Kościół Chrystusowy ma cele nadprzyrodzone, jest bowiem pośrednikiem łaski i zbawienia. Ale jest społecznością widomą, mającą ustalony ustrój hierachiczny. Takim go ustanowił Chrystus.

Organizacja zewnętrzna jest Kościołowi potrzebna jako doczesna forma bytowania, jako system rządzenia się i jako środek oddziaływania. Ona stanowi ramę, w której ujęta jest boska misja Kościoła. Poprzez te ziemskie ustroje, poprzez szczeble władzy, poprzez prawa i kanony powinna atoli przebijać nadprzyrodzona treść chrześcijaństwa z taką mocą i jasnością, by tego światła i ducha w niczym nie przysłaniały formy. Ustrój ma znaczenie pomocnicze i jest zmienny, bo przy zachowaniu zasadniczego układu hierarchicznego dostosowywać się może i powinien do współczesnych warunków. Harmonia między czynnikiem organizacyjnym a duchowym będzie w życiu Kościoła tym piękniejsza, im bogaciej duch przepełniać będzie formy. Musi się Kościół chronić przed przerostem czynnika prawnego, nie może atoli przestać być instytucją ustrojową, bo zamieniając się w społeczność mgławiczną, straciłby znamię Kościoła Chrystusowego.

Obruszają się niektórzy na Kościół z tego powodu, że jest zorganizowany i tak wzorowo. Zwalczają go dlatego, że jest instytucją prawną. Mieliby rację, o ile by we formach życia kościelnego nie było pełnej treści duchowej. Mają słuszność, jeżeli tu i tam formy przygłuszają ducha. Nie mają racji w zasadzie. Kościół powinien być Kościołem mocy i Ducha, ale zarazem musi być przednio ujętą społecznością.

Dobitnie zaznacza się troska Kościoła o własny ustrój organizacyjny już w czasach apostolskich, a więc w okresie chrześcijaństwa najbardziej pierwotnego. Chrystusowy ideał Kościoła tkwił jeszcze w duszach apostołów i był wzięty z żywej nauki Zbawiciela. Z Jego szkoły i zesłania Ducha Świętego wyniósł był Kościół natężenie duchowe, którego w następnych wiekach już nigdy nie osięgnął. A wspierał je Bóg darami charyzmatycznymi, których obficie udzielał wiernym. Gdy w tej żywiołowej dobie chrześcijaństwa Apostołowie przystępują do tworzenia podstaw kościelnych, podpada, że zaraz kładą nacisk także na stronę organizacyjną. Od samego początku zakładają „kościoły” czyli gminy chrześcijańskie. Obok macierzystego kościoła w Jerozolimie powstaje w Antjochji druga najstarsza gmina uczni zbawicielowych tym pamiętna, iż najpierw nazwano w Antjochji uczniów chrześcijanamii (Dz 11,26). Historią zakładania kościołów nazwać by można „Dzieje Apostolskie” Św. Łukasza.

Były to ośrodki chrześcijańskie nie luźne, lecz ujęte w organiczną całość, mające ustrój i prawa. Kierowali nimi zwierzchnicy, którymi byli Apostołowie, albo przez nich wyznaczeni ludzie. Czytamy, że Apostołowie ustanawiali im kapłanów w każdym kościele (Dz 14,22) a następnie otaczali wielkim staraniem te ogniska wiary, bo nawiedzali braci po wszystkich miastach, w których opowiadali byli słowo Pańskie (Dz 15,36). Zwłaszcza Św. Paweł obchodził kraje, utwierdzając kościoły (Dz 15, 41). Szybko rozpostarły się one po Syrji i Azji Mniejszej, wysuwały się coraz bardziej na zachód, wkroczyły do Grecji, a wreszcie dotarły do stolicy cesarstwa rzymskiego, gdzie Opatrzność gotowała Św. Piotrowi i jego następcom stałą siedzibę. Ten pochód chrześcijaństwa znaczy się powstawaniem gmin. Tym kościołom, ich ustrojowi i sprawom wewnętrznym poświęcona jest w przeważnej części ta wspaniała, natchniona literatura, którą zawierają listy apostolskie.

Otóż te gminy chrześcijańskie były pierwowzorem dzisiejszych parafii. Były to parafie katolickie w początkowym ujęciu organizacyjnym. Potem w miarę jak się ziarnko gorczyczne rozwijało w wielkie drzewo Kościoła, gdy z pnia Chrystusowego wyrastały potężne konary, a z konarów gałęzie, a z gałęzi pędy niezliczone, przybierał także ustrój Kościoła coraz doskonalsze formy, co było zjawiskiem naturalnym i wynikiem żywotności. Nie odstępując od ustroju hierarchicznego, dostosowywał się Kościół pod względem form organizacyjnych do przekształcających się z biegiem wieków warunków. Niejedno się odmieniało. Niejedno zamierało i odpadało. Gdy czasy i stosunki tego wymagały, Kościół bez żalu odstępował od zwyczajów i praw ustrojowych, które były znieruchomiały.

Tak w drodze długiej ewolucji powstała dzisiejsza parafja, w ujęciu nadanym jej przez nowy kodeks prawa kanonicznego. Jest ona wynikiem naturalnego i normalnego rozwoju ustrojowego Kościoła. Jestem głęboko przekonany, że współdziałały także w tej dziedzinie życia kościelnego te siły nadprzyrodzone, te łaski i światła, którymi Duch Święty Kościołem rządzi, chociaż nie przeczę, że na kształtowanie się ustroju kościelnego wpływały w pewnej mierze także zewnętrzne warunki i duch tych dziejów wśród których Kościół odbywał swój chwalebny pochód.

A więc czymże jest parafia?

Parafia jest żywą komórką Kościoła Chrystusowego, najdrobniejszą cząstką jego hierarchicznego ustroju. Parafia ma swoje życie, swą jednię, i stanowi całość. Dzieje Apostolskie i dalsze księgi Nowego Testamentu mówią o gminach chrześcijańskich, jako o jednostkach kościelnych, jako o „kościołach.” Święty Paweł pisze np. kościołowi Bożemu, który jest w Koryncie (1Kor 1,2), kościołowi w Galacie (Ga 1,2), kościołowi Tesaloniczan (1Tes 1,1). W Objawieniu Św. Jana Zbawiciel odzywa się do siedmiu kościołów, które są w Azji i do każdego z nich osobno (Dz 1,4). W tym znaczeniu jest parafia wykrojem stanowiącym żywą całostkę. Nie jest atoli organizmem samowładnym ani czymś zdolnym do życia w oderwaniu od całości. Parafia tkwi w Kościele powszechnym i w jego organizmie całą swą istotą. Z niego czerpie autorytet i życie. Od niego oderwana zamrzeć musi. Nie jest więc zupełnie samodzielna, chociaż jest organizmem. Jest pewną całością a zarazem jest cząstką. Gdy traci życiowy kontakt z resztą Kościoła, przestaje być organizmem i cząstką.

Jeżeli za Św. Pawłem uważać będziemy Kościół za ciało mistyczne Chrystusa, Kościół jest Ciałem Jego (Ef 1,23), to parafja jest w tym Ciele tym miejscem, w którym każdy z was, Kochani Diecezjanie, tkwi jako najdrobniejsza tego ciała komórka, zgodnie z teologją Pawiową: wy jesteście ciałem Chrystusowym i członkiem z członka (1Kor 12,27). Toteż jak poszczególne komórki w zdrowej części ciała krzepią się pełnią życia tejże części, a w chorym członku chorują również poszczególne jego komórki, tak w parafiach o mało rozwiniętym życiu religijnym dusze parafian bywają na ogół dotknięte słabością swego ośrodka kościelnego, podczas gdy w parafiach o silnym tętnie nadprzyrodzonym ogólna tężyzna religijna udziela się również jednostkom.

Jeżeli w Kościele Chrystusowym upatrujemy boską instytucję zbawienia, to o parafii twierdzić możemy, że ona w swym zakresie spełnia zbawcze zadanie Kościoła. W parafii spotyka się dusza ze światem Bożym i objawioną prawdą. Parafia wciąga wiernych w sferę życia nadprzyrodzonego. Jest w niej cały Chrystus i Duch Święty. Jest w niej całe objawienie, nie umniejszony skarb wiary, nieskończone bogactwa łaski z wszystkimi tajemnicami uświęcenia i środkami zbawienia.

Jeżeli wreszcie zapatrujemy się na Kościół jako na społeczność hierarchicznie zorganizowaną, to parafie uważać musimy za jego najmniejszą ustrojową grupę. Czyli parafia nie jest jakimś ideowym odzwierciedleniem! zbiorowości Kościoła ani przypadkowym wcieleniem Ewangelii w niepowiązanej grupie ludzi. Nie jest tylko geograficznym określeniem siedziby proboszcza ani jedynie kościelnym okręgiem administracyjnym. Parafia jest „kościołem” w znaczeniu Dziejów Apostolskich, czyli jest rzeczywistą społecznością katolików, mającą w obrębie Kościoła Chrystusowego swoje organiczne życie, swój ustrój, swego pasterza, swoje cele i zadania, swoje prawa i czynności, swoje powiązania i odgraniczenia.

Na budowie parafi uwydatnia się podstawowy ustrój Kościoła. Nie jest ona gromadą gminowładną, lecz społecznością hierarchiczną. Piastunem władzy kościelnej nie jest gmina lub ktoś przez gminę powołany, bo w Kościele Chrystusowym władza wywodzi się od Chrystusa i od Niego przez papieża i biskupa spływa na tych, którzy w parafii paść mają trzodę bożą (1p. 5,2). Kapłaństwo, sprawujące w Kościele czynności kierownicze, jest ustanowieniem Chrystusowym i z jego woli przechodzi nieprzerwaną kolejnością z Piotra na papieży, z Apostołów na biskupów, z biskupów na kapłanów.

Tak jak Kościoła nie stanowi sama hierarchia, lecz Kościołem są wierni i hierarchia razem wzięci jako społeczność hierarchiczna, tak parafią nie jest proboszcz, lecz parafią jest organiczna całość złożona z gminy kościelnej i proboszcza. Proboszcz i parafianie należą do siebie nie tyle z prawa kanonicznego, ile z Chrystusowego postanowienia. Parafian łączy z proboszczem coś z tego nadprzyrodzonego związku, którym Chrystus jednoczy się z Kościołem jako Głowa ze Swym mistycznym ciałem. Czyli parafia to wy, parafianie, i wasz proboszcz, ale skojarzeni tą jednością żywotną, która w dziedzinie nadprzyrodzonej sięga od Chrystusa do poszczególnych dusz, a której widomym wyobrażeniem jest jednolitość zewnętrznej budowy hierarchicznej Kościoła.

Cechuje więc parafie jedność organiczna: jedna owczarnia i jeden pasterz (J 10,16). Kościołowi zależy na tym, by zwierzchnictwo parafii spoczywało w ręku jednego człowieka. Inni kapłani wspierają proboszcza w pracy pasterskiej, ale rządzi paraf ją proboszcz i tylko proboszcz. Jeden proboszcz w parafji, jeden Biskup na czele diecezji, jeden Papież głową całego Kościoła, a wszyscy razem, wierni i hierarchia, stanowimy owczarnię Chrystusa, pasterza i Biskupa dusz (1P 2,25) naszych.

Tę jedność organiczną parafii dopełnia głęboka spójnia duchowa, która w świetle wiary w jeden Chrystusowy związek jednoczy parafian i proboszcza.

Stosunek katolików do duszpasterza powinien być nie tylko formalny, lecz uduchowiony, jako stosunek do tego, który z woli bożej jest, według określeń Objawienia, „aniołem” gminy kościelnej, czyli jej pasterzem, ojcem i przełożonym. Zanik tego właściwego odnoszenia się do proboszcza jest jedną z głównych przyczyn rozbicia parafii. Jej zasadniczy kryzys na tym polega, że parafian nic nadprzyrodzonego z proboszczem nie wiąże, a proboszcz jest parafianom duchowo obcy.

Za mało się i o tym pamięta, że proboszcz, łącząc się dozgonnie z parafią, poświęca jej swoje siły, swoje zdrowie, swój czas, swoje wygody. Oddaje parafii swoje życie nie tylko w tym znaczeniu, że poza sprawą bożą swej parafii nie ma innego ideału życiowego. Dzisiaj proboszcz oddaje się parafii w prawdziwej i życiowej ofierze przez trudy, troski i bóle, nierzadko przez przepracowanie i rozstrój nerwowy, przez przedwczesne wycieńczenie i przez codzienne męczeństwo wyczerpującego wysiłku i duchowej udręki. Nawet poza krajami, gdzie Kościół przeżywa swoje chwalebne krwawe dzieje, zakwita dzisiaj męczeństwo kapłańskie, ciche, bezkrwawe. Znak to, że duch Kościoła potężnieje i że nadchodzą wielkie dla ludzkości czasy.

Radosnym przejawem wiary jest tęsknienie parafii za uduchowionymi pasterzami. Bywało dawniej, że wierni przywiązywali wagę do innych zalet i uzdolnień duchowieństwa. Teraz wysuwają na czoło przymiotów pasterskich świątobliwość i apostolskie oddanie się duszom. Świadczy to o pogłębianiu się zmysłu katolickiego. Modlę się codziennie w ofierze Mszy Świętej by Bóg to życzenie spełniał w myśl zapowiedzi: dam wam pasterzy według serca mego i będą was paść umiejętnością i nauką (Jr 3,15). Niech nad każdą parafią błyszczy promiennym światłem i blaskiem nadprzyrodzonym gwiazda kapłańska! Wypraszajcie sobie w pokornych modlitwach, zwłaszcza w czasie liturgji suchodniowej, tych apostołów, którym żyć jest Chrystus a umrzeć zysk (Flp 1,21).

Jedność organiczna parafii wyraża się wreszcie w tym, że parafia, jako społeczność współwyznawców Chrystusowych, jest mocno zwarta w sobie w duchu miłości, zgody i solidarności katolickiej. Parafianie należą do siebie jako rodzina kościelna, złączona wspólnotą wiary i synostwa bożego, miłością bratnią i świadomością parafjalną. Jakżeż to potężnie wyczuwała i jak doskonale przeżywała ta pierwsza gmina w Jerozolimie, o której Św. Łukasz zaświadcza mnóstwa wierzących było jedno serce i dusza jedna! (Dz 4,32)

Ta wspólnota parafialną powinna się m.i. ujawniać na polu miłosierdzia chrześcijańskiego. Nie przypadek to, że parafie mają od samych początków swoje urządzenia dobroczynne. Wynika to już z samej istoty parafii, z jej jedności społecznej, z jej ducha rodzinnego. Już za czasów apostolskich parafie dbały o to, iżby nie było rozerwania w ciele, ale iżby jedne członki o drugich też staranie miały (1Kor 12,25). To należy do pojęcia parafii. To jest cechą i miarą jej ducha. Nie mogą więc parafie pod żadnym warunkiem zaniechać swych zadań w dziedzinie dobroczynności. Jest to naszą chlubą, moi kochani Diecezjanie, że parafie wasze posiadają swoje organizacje, dzieła i instytucje charytatywne. Macie u siebie nowoczesne „Caritasy” parafialne, macie bardzo zasłużone stowarzyszenia Pań Miłosierdzia, macie tu i tam Konferencje Św. Wincentego a Paulo, których powinno być o wiele więcej. Macie sierocińce, schroniska dla starców itd. Podtrzymujcie i rozbudowujcie to wszystko w imię miłości bliźniego, a także z poczucia zdrowej świadomości parafialnej. Jeżeli się parafie stać mają ośrodkami zdrowego zmysłu i sprawiedliwego ustroju społecznego zgodnie z encyklikami Rerum novarum / czytaj >>> /  i Ouadragesimo anno / czytaj >>> /, to jednym z warunków powodzenia tej wielkiej przemiany będzie staranie, by w obrębie parafji z winy parafjan nie było opuszczonej biedy, sierot zaniedbanych, niezaopatrzonych starców. Odżyć muszą w całej pełni ideały, które przed wiekami tworzyły nasze przytuliska i szpitale św. Ducha.

Wspólnocie parafialnej zagrażały zawsze ludzkie nieporozumienia. Dzisiaj naruszają ją głównie swary polityczne.

Pamiętajcie, drodzy Diecezjanie, że w dziedzinie kościelnej nie powinny się rozgrywać walki partyjne. Do życia parafialnego nie wolno wnosić zmagań o władzę państwową. Parafia nie jest ani partią, ani kwaterą polityków. Nie może być parafii tego lub owego kierunku politycznego. Parafie są Chrystusowe. Życie parafialne płynąć powinno ponad rozgrywkami politycznymi.

To mu nada spokój, powagę i należytą głębię. A chociaż poszczególni parafjanie, jako świadomi obywatele, w poczuciu swej odpowiedzialności za ducha życia publicznego uczestniczyć będą i uczestniczyć powinni w życiu politycznym, i chociaż jest rzeczą zrozumiałą, że między nimi mogą zachodzić z tego powodu napięcia i nieporozumienia, to baczyć należy, by tego nie przenoszono na życie religijne parafji. Te ziemskie sprawy nie powinny wytwarzać różnic i podziałów w życiu parafjalnym.Czy rozdzielony jest Chrystus? (1Kor 1,13). W życiu parafji niema stronnictw, niema ani większości, ani mniejszości, wszyscy tu mają pełne i równe prawa do Boga i Jego łaski. Polityką parafji jako takiej jest realizacja Ewangelji, a więc przede wszystkim życie nadprzyrodzone, kultura katolicka i zbawienie dusz.

Kochani Diecezjanie! Taka jest w krótkości nauka o parafii, jako społeczności wiernych. Czy tak pojmowaliście parafię swoją? Czy tkwiliście w jej organizmie? Czy umacnialiście jej jedność? Czy rozumieliście w jej życiu te czynniki nadprzyrodzone i te źródła łask, które z niej czynią żywotną komórkę mistycznego ciała Chrystusowego?

Odbudujcie i spotęgujcie swą świadomość parafialną. Światłem wiary przeświećcie swój pogląd na życie i zadanie parafii. Około swej parafii mocno się skupcie, jako w ośrodku Bożym, w którym dokonywa się wasze uświęcenie i zbawienie. Królestwo Boże w was jest (Łk 17,21).

● II. Parafia jako ośrodek duszpasterski

Parafia jest społecznością religijną i religijne są jej zadania. Ma się parafja zajmować tym wszystkim, co Zbawiciel zlecił swemu Kościołowi. Ma w swym zakresie wcielać Ewangelię.

Na łonie parafii wierni poznawają Boga, Jego objawienie i prawo. Tu się dokonywa odrodzenie z łaski i utwierdzenie przez Ducha Świętego w wewnętrznego człowieka (Ef 3,16). Tu powstaje zwyczaj katolicki. Tu się rodzi i rozwija katolicka myśl. Tu duch katolicki wzrasta w siłę i do czynu apostolskiego się sposobi. Tu ma siedlisko kultura katolicka i stąd się w życie ludów przelewa. Parafia to kuźnia ducha Chrystusowego i warsztat twórczej pracy katolickiej, bo przez parafię Ewangelia wchodzi w umysłowość narodów i staje się ich życiem.

A to powołanie swoje spełnia parafia wtedy, gdy jest przejęta myślą Chrystusową, żyje Jego duchem i naprawdę reprezentuje ideały ewangeliczne. Stopień życia nadprzyrodzonego jest miarą ducha parafii i zasadniczą podstawą do jej oceny. Tylko ta parafia naprawdę urzeczywistnia Ewangelię, w której ogół parafian żyje życiem łaski, bo Chrystus po to przyszedł, by dusze żywot miały i obficiej miały (J 10,10).

Budzić życie nadprzyrodzone w duszach i rozwijać je do szczytów doskonałości – jest istotną treścią zadania duszpasterskiego parafii.

Obniża zatem pojęcie parafii, kto ją pomniejsza do miejsca, w którym się tylko chrzci, śluby daje, pogrzeby odprawia, na sumę chodzi i podatki kościelne płaci. Nie spełnia swej roli ta parafia, w której życiu wprawdzie dostrzec można ślady ducha ewangelicznego, ale ten duch nie włada i nie tworzy. Gdzie się rozpanoszyła obojętność religijna, gdzie wiara zamiera, gdzie się herezje rozzuchwalają i apostazję szerzą, gdzie zgorszenie publiczne prawu bożemu uwłacza, tam niema mowy o należytym duszpasterskim oddziaływaniu parafii. Nie spełnią swego zadania parafie martwe, tkwiące w zbiorowej bierności religijnej, dotknięte starczą niemocą, parafję pokłócone, zniechęcone, nudne.

Tego zasadniczego braku życia nadprzyrodzonego, tej próżni duchowej nie można zamaskować ani ruchem zewnętrznym, ani gorączką organizacyjną, ani błyskotliwymi występami. Bractwa i stowarzyszenia, obchody i pochody, kościół i sala parafjalna, lud i proboszcz nie wydadzą należytego czynu duszpasterskiego, jeżeli twórcze tchnienie Ducha Świętego ich nie zespoli w żywe budowanie boże (1Kor 3,9), jeżeli parafji w sobie nie wyczuje wysokiego napięcia ducha Chrystusowego, a w żyłach jej nie będzie jak młotem biłotętno życia nadprzyrodzonego. Rolą bożą zoraną (1Kor 3,9) ma być parafja, nie odłogiem, nie ścierniskiem albo nieużytkiem.

Parafie stanąć muszą na stanowisku pierwotnych gmin chrześcijańskich. Muszą być ogniskami pełnego życia religijnego. Muszą wyczuwać tchnienie boże jako własne życie. Wtedy będą naprawdę ośrodkami duszpasterskimi dla koniecznej pieczy nad duszami (KPK c. 216).

Na te zadania duszpasterskie parafii składa się praca proboszcza i współpraca parafian.

Początkiem i sprawcą świętości jest Duch Święty przez natchnienia, światła i łaski. Kierownikiem na drodze uświęcenia jest proboszcz. On wskazuje i otwiera duszom główne zdroje życia nadprzyrodzonego w Sakramentach świętych. Tło jego urzędu jest nadprzyrodzone. Charakter jego misji jest zasadniczo pasterski. Być proboszczem znaczy nie tyle urzędować, co pasterzować na wzór boskiego Zbawiciela.

Proboszcz jest stróżem wiary i tłumaczem Ewangelji. On pilnuje prywatnej i publicznej moralności. Sprawuje w imieniu parafii służbę Bożą. Budzi i rozwija życie katolickie. Przewodzi ruchowi religijnemu. Jest w rzeczach Bożych ojcem, doradcą, wodzem. Opiekuje się wszystkimi: dobrymi, gorliwymi, niechętnymi, słabymi, grzesznikami, gorszycielami, odpadłymi, bo za wszystkich odpowiada przed Bogiem. Dlatego staje się wszystkim dla wszystkich, aby wszystkich zbawić (1Kor9,22). Nawet wilki drapieżne za łaską Bożą w baranki zamienia.

Parafianie widzą w proboszczu doradcę, przyjaciela, ojca, przewodnika, a przede wszystkim pasterza dusz swoich. Toteż w duchu wiary i z czcią religijną a zarazem z serdecznym zaufaniem lgną do niego i z jego kierownictwa korzystają w myśl upomnienia Apostoła: Bądźcie posłuszni przełożonym waszym (jest tu mowa o biskupach i kapłanach) i bądźcie im poddani, albowiem oni czuwają, jako ci, którzy za dusze wasze liczbę zdać mają (Hbr 13,17).

W parafiach o natężonym życiu nadprzyrodzonym jakież znamienne a zarazem wzruszające jest skupianie się parafian naokoło proboszcza w czasie ofiary Mszy Świętej! Nie w roli widzów, niemych świadków, bezmyślnych uczestników i przygodnych słuchaczy „są” naMszy Świętej. W takiej parafii wierni znają układ Mszy Świętej, zdają sobie sprawę z poszczególnych jej części, łączą się z kapłanem, z jego modlitwami i intencjami, biorą głęboki udział w obrzędach i przeżywają je. W takiej parafii lud towarzyszy proboszczowi przy Ofierze świętej dostosowanym do liturgji śpiewem mszalnym. Wszyscy chóralnie odpowiadają kapłanowi. W takiej parafii uczestniczą wierni zwłaszcza we Mszy Świętej niedzielnej, w naszej pięknej sumie, którą proboszcz za swój lud Bogu ofiaruje, a z którą się parafianie w szczególny sposób łączą w właściwych nastrojach liturgicznych.

Wogóle w parafii pobudzonej do pełnego życia kościelnego nie trafia się, żeby lud bez uwagi i bez myśli bywał na nabożeństwach. Tam parafianie uczestniczą w ceremoniach, rozumiejąc i kochając to przepiękne pasmo funkcji, obrzędów, śpiewów, nauk i myśli, które zawiera liturgia roku kościelnego. Tam żadne nabożeństwo nie jest niezrozumiałe, zagadkowe, długie, nudne. Tam parafianie z radością wyczekują służby Bożej, śledzą ją z uwagą i z pełną świadomością religijną odprawiają z proboszczem swoim procesje, święcenia, błogosławieństwa i inne obrzędy kościelne. Dla nich w kościele niema ani zagadek, ani niezrozumiałych symbolów. Wszystko do nich przemawia, a oni wszystko pojmują i ze wszystkim żyją.

Jako społeczność liturgiczna łączy się gorliwa parafia ze swym pasterzem przy uczcie sakramentalnej. Bo też bez życia eucharystycznego katolicyzm jest płytki i jałowy. Obojętność i zimny, subtelny janseizm* /* czytaj >>> / obniża ducha tych parafii, w których ogół katolików poprzestaje na Komunii Świętej wielkanocnej. Więcej aniżeli około obrazów i ołtarzy skupiać się powinna parafia z proboszczem naokoło tabernakulum, ale ten przybytek Boga żywego należy parafii szeroko otworzyć. Eucharystja musi się stać częstym, codziennym pokarmem dusz. Jako dnie generalnej Komunii Świętej całej parafii należy odbudować nasze odpusty i główne uroczystości w ciągu roku. Godzina święta, straż honorowa, wogóle cześć Najświętszego Serca Jezusowego powinny wymieść z naszego życia religijnego resztki zastoju i ospałości. Tym parafiom, które jeszcze nie zaznały uniesień nowego ducha w Kościele, życzę serdecznie, by w nich proboszczowie wystąpili jak najrychlej w charakterze natchnionych wskrzesicieli, budząc nielitościwie z duchowego letargu i siejąc ognie Ducha Świętego.

Obok pierwiastka hierarchicznego, który przedstawia proboszcz, powinien się w życiu parafialnym zaznaczyć drugi czynnik, który stanowią parafianie świeccy. Parafie nie będą miały pełnego życia, dopóki współpraca laików nie będzie uzupełniała działalności proboszczów.

W tym względzie pragnę wam podać drodzy Diecezjanie, kilka zasadniczych uwag i niektóre praktyczne wskazania.

Katolicy świeccy nie są poza Kościołem i nie można ich uważać za jakiś dodatek do Kościoła, jak gdyby tylko hierarchia Kościół tworzyła. Jak już powyżej zaznaczyłem, na całość Kościoła składają się i laicy i duchowieństwo. Laicy są w Kościele pełnymi obywatelami na prawach tej wolności, którą nas Chrystus wolnymi uczynił (Ga 4,31). Spośród nich powołuje Bóg łaską swoją tych, którzy w Kościele przewodniczyć mają, bo…

… hierarchia katolicka nie jest kastą, lecz wywodzi się indywidualnie z ogółu wiernych. Duch Święty uświęca również świeckich i prowadzi ich na szczyty doskonałości, a ponadto pobudza i uzdolnią ich do działań apostolskich u boku tych, którzy są szafarzami tajemnic bożych (1Kor 4,1) z tytułu hierarchicznego. Laicy mają zatem swoje zadania w Kościele z racji swego doń powołania i mają udział w jego ideałach, pracach, zdobyczach, zmaganiach i triumfach.

Idzie przez Kościół to tchnienie Ducha Świętego, które budzi uśpione energje religijne laikatu. Podchwycił je i światu obwieścił Ojciec Święty. I już obok duchowieństwa, porwanego nowymi pędami apostolstwa, stają do czynu pierwsze oddziały elity świeckiej, ruchliwe, bogate w inicjatywę, płodne w pomysły, o zdecydowanej woli i aktywności. Jakiś ogień boży się w nich pali. Ich życie wewnętrzne osiąga przepastne głębie. To zapowiedź tej epoki w dziejach Kościoła, którą cechować będzie Akcja Katolicka, a która apostolskim i wspólnym wysiłkiem duchowieństwa i świeckich odbuduje świat w duchu Chrystusowym.

Stosunek pracy laików do hierarchii jest jasny. Hierarchja przewodniczy i kieruje, bo to jej powołanie i obowiązek. Akcja laikatu jest współpracą i akcją pomocniczą. Porządkuje ją i chroni od błędów hierarchia. Czyli akcja katolików świeckich wywodzi się z tego samego tchnienia Ducha Św. i z tego samego umiłowania sprawy bożej, co duszpasterskie czynności hierarchii, jest atoli akcją posiłkową i uzupełniającą i dlatego z konieczności musi się poddać opiece i kierownictwu hierarchji.

Jakżeż wspaniale może i powinno to zadanie katolików świeckich występować w życiu parafialnym. Wszak parafia jest naturalnym polem działania zorganizowanej Akcji Katolickiej, jej właściwym tłem i przez Opatrzność przygotowaną widownią jej chwały.

Powinniście sobie, kochani Diecezjanie, to uświadomić, że niedość osobiście przejmować się i żyć duchem Chrystusa. Niedość być cichym, choćby żarliwym zwolennikiem porządku Bożego w świecie. Niedość być wdzięcznym przedmiotem opieki duszpasterskiej. Niedość korzystać w całej pełni z kierownictwa duchownego dla własnego postępu. Niedość podziwiać nieugiętą postawę, z jaką Kościół przez okres materializmu, bezbożnictwa i anarchii prowadzi Zbawicielowe dzieło odkupienia ludzkości. Niedość mieć uznanie i wdzięczność dla swego proboszcza za to, że uginając się pod brzemieniem trudów i trudności pasterskich, prowadzi swą owczarnię do Boga drogami prawdy i łaski. Kiedy się świat i życie narodów gwałtownie przeobraża, a w związku z tym grozi ludom częściowa zagłada kultury chrześcijańskiej, kiedy do parafii waszych nietylko docierają głuche odgłosy walk tytanicznych o Boga w dziejach, ale i u nas już prawie niema zakątka, gdzieby się ta rozprawa w tej lub owej postaci nie wszczęła, nadeszła pora na wystąpienie rezerw Chrystusowych i na ich zdecydowany czyn.

Wasze miejsce w tej chwili jest u boku proboszcza. Tam szukajcie, abyście ku zbudowaniu Kościoła obfitowali (1Kor 14,12).

Jestem szczęśliwy i dumny z tego, że w moich archidiecezjach niema wypadku, iżby się parafia rwała do apostolstwa a nie znajdywała zrozumienia, zachęty i kierownictwa u swego pasterza. Z reguły wasi proboszczowie przodują inicjatywą, przedsiębiorczością i ofiarnym trudem. Nie odmawiajcie im pomocy. Nie uchylajcie się od udziału w życiu parafialnym. Zwłaszcza paafianie, należący do sfery wykształconej, mogą swym pasterzom oddać nieocenione przysługi. Oczekuję też, że po ukończeniu studjów staną do pracy apostolskiej po parafiach nasi ulubieni akademicy, którzy w okresie życia uniwersyteckiego objawiają porywającą gotowość do aktywności katolickiej. Parafie czekają na ich cenną pomoc.

Jasną jest rzeczą, że ruch i czyn nie są równoznaczne z dowolnością i samowolą. Zwłaszcza gdy chodzi o Akcję Katolicką zorganizowaną i szersze poczynania, winno się bezwzględnie przestrzegać zasadniczego prawidła, że ośrodkiem kierowniczym i porządkującym jest czynnik hierarchiczny, czyli proboszcz. Bez karności katolickiej mogą zawieść a nawet porażką się skończyć najszlachetniejsze zamierzenia.

Duchem elity katolickiej może być tylko duch Chrystusowy. Ideałem jej może być tylko służba Chrystusowa. Jej ambicją nie może być nic innego, jak boskie królowanie Chrystusa. Jej natchnieniem powinno być głębokie życie wewnętrzne. Ostoją życie eucharystyczne i modlitwa.

To odnosi się zarówno do poszczególnych działaczy, jak i do organizacji katolickich.

Naprawdę przestarzałym zjawiskiem w życiu parafialnym są zrzeszenia, które w to życie nic nie wnoszą a raczej je sobą obciążają. Organizacje katolickie są o tyle uzasadnione, o ile są przyczynkiem do duszpasterskiej płodności parafii. Jeżeli chorują na próżnię w celach, na płytkość ideałów, na brak zrozumienia dla misji Kościoła, jeżeli kostnieją w szablonach albo gubią się w formułkach i technice organizacyjnej; jeżeli je toczą intrygi, zazdrości i ambicje osobiste; jeżeli głównymi objawami ich bytowana są składki, obchody, popisy, zabawy, zawody – to dla życia parafialnego w właściwym pojęciu nie mają rzeczywistego znaczenia. Organizacje katolickie wtedy są dodatnim przejawem życia parafjalnego i jego poparciem, gdy w członkach pielęgnują życie nadprzyrodzone i kulturę katolicką, gdy wychowują do aktywności, gdy sposobią do solidarnego współdziałania z innymi organizacjami katolickimi w obrębie parafii i do uzgadniania pracy z jej hierarchicznym ośrodkiem. Nie mogą być celem dla siebie. Muszą być żywe, ruchliwe, czynne a zawsze do usług proboszcza. Takie organizacje są chlubą i potęgą parafji. Takie zrzeszenia powinna każda parafja posiadać.

Nie mogę tu pominąć bractw i innych kanonicznych związków kościelnych. Niech stoją swym duchem i niech się zaznaczają w życiu parafialnym, jako czynnik pogłębienia życia religijnego. Nie powinny się atoli zamykać w sobie, lecz budzić w swych członkach świadomość parafialną, sposobić ich do apostolstwa prywatnego i zachęcać do wstępowania w szeregi zorganizowanej Akcji Katolickiej. Powinny być zdrowe, rzeźwe, pociągające, niezmęczone. Niech unikają nawet pozoru więdnienia i dziwactwa.

Nie spełni dzisiaj parafia swych zadań duszpasterskich bez czasopism katolickich. Nasz znakomity „Przewodnik Katolicki” powinien zajmować wśród nich pierwsze miejsce. Musi on zdobyć bezwarunkowo o wiele więcej czytelników. Musi zalewać miasta i sioła. Parafia powinna abonować także niektóre inne pisma, zwłaszcza organy Akcji Katolickiej oraz zrzeszeń katolickich i dobroczynnych. Katolickie piśmiennictwo polskie tak się rozrosło, że dzisiaj wszelkie warstwy społeczne mają możność śledzić rozwój myśli katolickiej i rozszerzać swoje znajomości z dziedziny religijnej. Z każdym rokiem przybywa także poważnych dzieł z tego zakresu. Trzeba chcieć czytać i badać, a jest dzisiaj na czym osnuć światopogląd katolicki.

Do środków umożliwiających parafii osiągnięcie celów duszpasterskich zaliczyć muszę domy i sale parafjalne. Święty Jan Bosko, tworząc swoje zakłady opiekuńcze i wychowawcze dla młodzieży, po kaplicy budował zwykle salę teatralną, bo w jego systemie oddziaływania na młode serca teatrzyk uzupełniał w wielkiej mierze religijne wpływy kaplicy. Podobna potrzeba zachodzi dzisiaj w życiu parafialnym. Czyż myśl katolicka ma się bez końca poniewierać po karczmach? Czy zrzeszenia nasze mają w dalszym ciągu zależeć od kapryśnej koniunktury dzierżawnej? Czyż Akcja Katolicka nie ma mieć własnego przybytku? Czy sale i domy parafialne nie mają być świątyniami apostolstwa świeckich? W cieniu kościoła parafialnego powinien zaraz lub z czasem powstać albo dom parafjalny z lokalami dla zrzeszeń katolickich, albo przynajmniej wspólna sala parafialna, w której by niezależnie od obcych czynników, spokojnie i rzetelnie się toczyć mogła wewnętrzna praca bractw i organizacyj katolickich.

Nie będę wspominał o dalszych środkach, którymi nowocześnie zorganizowana parafia rozbudowuje swoje życie i oddziaływanie duszpasterskie. Muszę atoli podnieść zasadnicze prawo, które porządkować powinno całość życia parafialnego. Tym prawem naczelnym jest duszpasterska celowość wzystkiego, co się w życiu parafjalnym odbywa. Bezpośrednio, a przynajmniej pośrednio wszystko ma służyć realizacji Ewangelii. Do tego zadania należy wszystko sprowadzić. Ustosunkowanie się do parafii, jako ośrodka duszpasterskiego, powinno być prawidłem oceny ducha i wartości wszelkich ruchów i przedsięwzięć katolickich. Rozbudowę organizacyjną, nowe zrzeszenia, inicjatywy wszelkie osądzać należy według tego, czy i w jakim stopniu chcą i mogą przyczynić się do budowania królestwa Chrystusowego. Co bożej sprawie służyć nie chce i nie służy, to nie powinno obarczać życia parafialnego. To w organizmie parafii nie ma prawa bytu.

Kochani Diecezjanie! W rachunku sumienia spytajcie się siebie samych, w jakiej mierze korzystacie dla własnego uświęcenia z parafialnego ośrodka duszpasterskiego i czy w organizmie swej parafii jesteście pomocnikami Bożymi (1Kor 3,9) w Chrystusowym dziele odkupienia świata. Wielu zasnęło (1Kor 11,30) pisał z żalem Św. Paweł do kościoła w Koryncie. Chciałbym mieć tę świadomość i tę radość, że w moich sześćset szestnastu parafiach wszystko się budzi, żyje i działa dla tego celu, dla którego Chrystus podjął się odkupienia świata.

● III Odbudowa życia parafialnego

Najmilsi Diecezjanie!

Natura ludzka jest słaba i niedołężna, mimo że ją zasługi Zbawiciela uzdolniły do życia nadprzyrodzonego. Wsparta łaską bożą osiąga zawrotne wyżyny bohaterstwa i świętości, a zarazem na każdym dziele swoim wyciska piętno niedoskonałości. Stąd błędy i niedomagania także w życiu parafjalnym. Sprowadzić je można do dwóch głównych objawów: albo paraf ja jest mniej lub więcej w rozsypce, albo jest do pewnego stopnia martwa, zacofana, nieczynna. W pierwszym wypadku rozbita jest jedność parafii, w drugim zastój paraliżuje jej oddziaływanie duszpasterskie.

W rozsypce jest parafia, w której słabnie więź duchowa między parafianami a proboszczem.

Sprawdza się to zwłaszcza wtedy, gdy proboszcz swą opieką parafii nie ogarnia i swych parafian poznać nie może. W takiej parafii ginie związek w życiu kościelnym, zainteresowanie dla spraw wiary, poczucie wspólnoty i świadomość celów i zadań religijnych. Dzieje się to przeważnie na obwodzie miast, gdzie się tłumnie osiedla ludność napływowa, ze swojego rodzinnego życia kościelnego wyrwana, a z nową parafją się niezrastająca. Są to tłumy pod względem religijnym bezdomne, bo ich żaden dom boży nie przytula. Do nich parafia nie dociera. Żyją poza obrębem jej wpływów.

Z innych powodów dokonać się może rozbicie parafii nawet na spokojnej wsi. Tam rozprzęgają jedność życia parafialnego nieporozumienia, urazy, upory. W wysoce szkodliwy sposób godzą w parafję owe „rozerwania” i „poswarki,” które już św. Paweł wyrzucał kościołowi w Koryncie.

Skądkolwiek i jakkolwiek powstaje rozbicie parafii, jest ono podcięciem jej żywności i jej wpływów. Nie odbudujemy ducha i siły parafii, jeżeli nie usuniemy tego, co ją jako społeczność Chrystusową rozsadza, i jeżeli pozytywnie nie ugruntujemy jej jedności w duchu wiary.

W tym celu powinniście się, kochani Diecezjanie, przejąć głęboko świadomością parafialną.

Trzeba się czuć katolikiem, ale trzeba się czuć także parafianinem. A czuć się parafianem znaczy nie tyle mieć świadomość swego prawnego przydzielenia do obszaru parafialnego, ile raczej tkwić w życiu parafialnym duszą i sercem, wiarą i sympatiami. Czuć się parafianinem znaczy cieszyć się z przynależności do tej społeczności kościelnej, w której z woli Bożej rozwija się nasze życie religijne. Czuć się parafianinem znaczy wyczuwać swoją jedność z tymi duszami, które do tej samej rodziny parafialnej należą, czyli wyczuwać wspólne z nimi życie wiary, wspólne cele duchowe, wspólne synostwo boże, wspólne zadania i obowiązki religijne. Czuć się parafianinem znaczy mieć świadomość wspólnoty liturgicznej czyli przynależenia do tej grupy dusz, które pod przewodnictwem tego samego kapłana czczą Boga wspólnym kultem publicznym, zwłaszcza przez wspólne sprawowanie przenajświętszej Ofiary i przez łamanie Chleba w Komunji Świętej.

Odbudować jedność parafialną znaczy ułożyć należycie swój stosunek do proboszcza w duchu wiary i karności katolickiej. Proboszcz przoduje. To kierownictwo należy uznać, korzystać z niego, wzmacniać jego powagę. Parafianin powinien znać swego proboszcza, bywać u niego, złożyć mu wizytę wstępną, jeżeli z nią bywa u innych. Powinien proboszcza szanować, popierać i z nim współpracować. Duch krytyki i buntu w stosunku do proboszcza stanowi czynnik rozkładu. Kto z proboszczem, ten z Kościołem. Kto z proboszczem nie gromadzi, rozprasza (Łk 11,23). Czym ściślej parafia z proboszczem złączona, tym żywotniejsza.

Odbudowa jedności parafialnej to należyte złączenie się bractw i organizacji katolickich z życiem kościelnym parafii. Bez względu na to, jak się nazywają i jak są zorganizowane, bractwa powinny swych członków z parafią i proboszczem jednoczyć, a cele swoje i prace z całością zadań parafialnych godzić. Powinny być do rozporządzenia proboszcza i współdziałać z nim. Nie spełniłyby swego zasadniczego zadania, gdyby chciały stanowić jakieś enklawy religijne, z życiem parafii organicznie niezespolone, gdyby zaniedbywały parafię albo w swych członkach nie pielęgnowały poczucia przynależności parafialnej.

Podobnie ustosunkować się powinny do parafii wszelkie…

… organizacje katolickie, o których już była mowa. Niech pod duszpasterskim przewodnictwem proboszcza wspierają, bogacą i uzupełniają życie katolickie, wzmacniając jedność parafii. Jeżeli pracy proboszcza stwarzają trudności, jeżeli są przeszkodą dla jedności parafii, jeżeli nie chcą lub nie umieją uzgodnić swych programów z całością życia parafjalnego, jeżeli wnoszą w to życie rozdźwięki, to same dowodzą swej niezdatności do apostolstwa. W ogóle cokolwiek się w parafii dzieje pod hasłem katolickim, powinno się dziać w oparciu o czynnik hierarchiczny i przy uwzględnieniu jedności parafjalnej.

Odbudowa jedności parafii to popieranie życia parafjalnego przez klasztory. Kiedy dawniej parafiach było mało, a życie parafjalnie było słabo rozwinięte, ileż wtedy pracy duszpasterskiej w dzisiejszym znaczeniu spełniały chwalebnie zakony! Głównie przez zakony stało i odradzało się w pewnych epokach życie religijne niektórych krajów. W dzisiejszej organizacji parafii tych luzów duszpasterskich będzie z natury rzeczy coraz mniej, bo duchowieństwo parafialne coraz lepiej ogarnia swoje zadania. Ale jakież rozległe możliwości religijnego oddziaływania mają nadal zakony! Każdy klasztor i każdy kościół zakonny może i powinien być potężnym ośrodkiem ducha Chrystusowego. Niechżeż zakony i zgromadzenia, nawiązując do dawnych, nieraz tak wielkich dziejów swoich, z zapałem spełniają te poszczególne zadania, do których je Opatrzność powołała. Niechżeż nadzwyczajną akcją duszpasterską, a więc misjami, rekolekcjami, kazaniami, triduami itd. uzupełniają działalność duchowieństwa parafialnego. Niechżeż swymi pismami szerzą to, co w nauce Chrystusowej jest najwznioślejsze i najdoskonalsze. Niechżeż w swych kościołach karmią dusze najistotniejszą treścią Ewangelii i niech w konfesjonale wskazują drogi doskonałości. Niechżeż i w zwykłej pracy parafialnej udzielają pomocy, o ile im na to duch reguły, siły i czas pozwalają.

Parafie zaś i wierni niech wchłaniają jak najwięcej ciepłych promieni ducha zakonnego. One grzeją i nieopisane energje budzą, bo są wypływem ducha bożego. Nie powinni atoli wierni, korzystający z posług duchownych w kościołach klasztornych, tracić swego związku z parafią i życiem, parafialnym. Koło kościołów klasztornych nie może się tworzyć coś w rodzaju drugiej parafii. Nawet ci, którzy w kościołach zakonnych zrzeszają się w związkach pobożnych, przez Stolicę Świętą zatwierdzonych i podlegających bezpośrednio zakonnej zwierzchności, powinni nie tylko pozostawać równocześnie w łączności z parafią, ale powinni w jej życie i w jej działalność wnosić głębokiego ducha, którego bogato czerpali ze źródeł zakonnych. Wtedy jedność parafii nie ucierpi a jej duch się pierwiastkami zakonnymi utwierdzi.

Niech wielka myśl religijna, w życiu zakonnym pod różnymi postaciami zawarta, przedziera się do głębi kościelnego życia, splatając się harmonijnie z pracą tych, których Duch Święty postanowił Biskupami, aby rządzili Kościołem Bożym (Dz 20,28).

Za każde tchnienie Chrystusowe, które zakonnicy wniosą w moje parafie, jestem i będę im serdecznie wdzięczny.

Odbudowa jedności parafii to utwierdzenie ducha ofiarności na cele Kościoła i kultu Bożego. Wyrażam wam, najmilsi Diecezjanie, swą wdzięczność i uznanie dla budującej gotowości, z jaką w arcytrudnych warunkach wznosicie i odnawiacie kościoły i dbacie o potrzeby życia parafialnego. Od czasów apostolskich wierni poczytywali sobie za honorowy obowiązek mieć staranie o kościół, który służy całej gminie. Do niedawna płacono kościołowi dziesięciny. Cieszę się, że w tym duchu solidarności składacie zwyczajne i nadzwyczajne ofiary, i to nie z musu prawa, lecz z ukochania sprawy Bożej i w tym zrozumieniu, że kościół przez was utrzymywany, służy wam, waszym dzieciom i bliźnim, a służyć będzie tylu pokoleniom. Ileż wspomnień rzewnych oplotło te wasze czcigodne świątynie. Na ile cudów łaski patrzały i patrzeć będą te ściany kościelne i te ołtarze! Ileż pokoleń zasnęło na tych starych cmentarzach, okalających dawne świątynie! Honor tego kościoła i tego cmentarza niech będzie waszym honorem. I niech waszym honorem katolickim będą te kapliczki, te boże męki, te krzyże przydrożne. To pomniki wiary i pobożności. W nadchodzącym jubileuszu Odkupienia świata odnówcie te krzyże, nowe postawcie boże męki i wyryjcie na nich ten Chrystusowy rok 1933. Niech potomni długo na nich odczytują ślady wiary dzisiejszego pokolenia.

Na drugim miejscu odbudować należy parafię pod względem ducha i spotęgować jej działanie duszpasterskie.

Czyż zachodzi potrzeba, bym obszerniej uzasadniał tę konieczność? Czy cały ten list nie jest wołaniem o ducha parafii, o jej żywotność i aktywność? Czyż to nie najgorętsze życzenie każdego proboszcza, by na jego parafii nie było śladów żadnego starzenia się? Czy gorliwi parafianie nie wzdychają do tego, by ich parafię odznaczały się żywotnością ducha Chrystusowego?

Niechże wśród naszych 616 świeczników (por. parafii w archidiecezji) złotych nie będzie takich, które przygasają i kopcą.

Nie chcemy parafii martwych, przestarzałych w sposobie oddziaływania, zacofanych, bezwładnych, mdłych. Nie chcemy, by parafie nasze zamieniały się w cmentarzyska dusz, które nie „trwają w Chrystusie” i obumierają dla wiary i Kościoła.

Nie chcemy, by w parafiach naszych zagnieżdżały się zlęgwy herezji i rozpościerały się zuchwale bezbożnicze wpływy. Chcemy, aby wymarło to, co nazywano parafjańszczyzną. Chcemy, by ożyło i wzrastało w siłę wszystko to, co jest prawdą, duchem, treścią i życiem nadprzyrodzonym.

W tym duchu odbudujemy nasze parafię.

Bez tej odbudowy nie ugruntujemy wiary, nie odrodzimy życia rodzinnego, nie wzniecimy żadnego większego ruchu religijnego. Wielkie, skuteczne i zniewalające akcje religijne muszą koniecznie objąć parafję. Czego nie przeprowadzimy przez parafję, to będzie małe, miejscowe, nigdy nie będzie masowe i rozstrzygające. Na próżno będziemy czekali na Królestwo Chrystusowe w narodzie, jeżeli go nie zbudujemy po parafjach. Jeżeli nie ożywimy należycie tego twórczego ośrodka duszpasterskiego, tego naturalnego organu życia kościelnego, to w obecnym położeniu żadne nadzwyczajne wysiłki duszpasterskie nie zdołają oprzeć się skutecznie fali niewiary i zła, w której tonie nieszczęśliwa ludzkość.

Stwierdza to swą najwyższą powagą Ojciec święty, który śląc swe błogosławieństwo zeszłorocznemu zjazdowi katolickiemu w Kępnie, na którym omawialiśmy właśnie zagadnienie parafji, tak pisze przez swego Sekretarza Stanu, Jego Eminencję ks. Kardynała Pacelliego: „Jego Świątobliwość pragnie, by parafjanie byli ściśle zespoleni ze swymi pasterzami, by pilnie uczestniczyli w nabożeństwach parafjalnych dla pogłębienia swego życia wewnętrznego, by się w obrębie parafji uzupełniało religijne wykształcenie ludu i młodzieży, by parafję miały wielką troskę o godność domów bożych, by współdziałały ze swymi pasterzami nad podtrzymaniem wiary i obyczajów, by rozbudowywały katolickie dzieła miłosierdzia chrześcijańskiego, a wreszcie, by pielęgnowały ów „zmysł kościelny”, którego naturalnymi przejawami są szczera pobożność, nieskalane obyczaje, aktywność katolicka i czynne miłosierdzie chrześcijańskie. Takie ożywienie życia parafjalnego będzie skutecznym przyczynkiem do rozwikłania zagadnień, znamionujących obecną chwilę dziejową, bo poddając dusze słodkiemu panowaniu Chrystusowemu, ziści obietnice jego Królestwa: Ja sam będę pasł owce moje… Co było zginęło, szukać będę; co się było oderwało, przywiodę; co było połamane, pozwiązuję, a co chore było, wzmocnię (Est 34,15-16).

Najmilsi Diecezjanie!

Dobiegam do końca tego listu, który się wśród pisania wydłużył do niezamierzonych rozmiarów.

Z całej jego osnowy zrozumieliście, że tkwiąc w parafii, łączycie się z diecezją i całym Kościołem. Parafia, mimo swego olbrzymiego znaczenia nie jest wszystkim. Z nią łączą się sprawy religijne ogólniejszej natury, sprawy diecezji i Kościoła powszechnego. Należy zatem w parafiach pielęgnować szeroką świadomość katolicką oraz zrozumienie dla zagadnień całego Kościoła i diecezji. Parafianie powinni znać to, co się ważniejszego dzieje w diecezji, powinni zajmować się wielkimi, ogólnymi akcjami, które roztacza Stolica Święta i śledzić to, co się na polu religijnym dokonywa w innych krajach.

Karna i serdeczna zależność parafii od biskupa łączyć się powinna zwłaszcza z głębokim uczuciem czci, oddania i uległości dla Ojca Świętego, który całemu światu katolickiemu jest wspólnym ojcem, a jako następca św. Piotra włada sumieniami całej Chrystusowej owczarni. W łączności z arcybiskupem i w jedności duchowej z Namiestnikiem Chrystusowym nabiorą nasze parafie takiej mocy, że się na nich sprawdzi pochwała świętego Pawła dla kościoła Tesaloniczan: Staliście się naśladowaniem kościołów bożych (1Tes 2,14), tych kościołów, które były zaczynem ducha Chrystusowego w całym świecie.

Nie mogę odłożyć pióra, nie zawiadomiwszy was, że potrzeba mi Rzym widzieć (Dz 19,21). Zgodnie z przepisami prawa kanonicznego składają w roku bieżącym biskupi polscy Ojcu świętemu sprawozdanie z życia kościelnego swych diecezji za ostatnie pięciolecie i odbywają w związku z tym tzw. podróż do progów apostolskich, czyli do stolicy świata katolickiego (łac. ad limina apostolorum – dop. admin.). Więc i ja pojadę oglądać Piotra (Gal 1,18). Zdam Ojcu Świętemu szczegółowe sprawozdanie ze stanu religijnego naszych archidiecezyj i waszych parafii, a zarazem skorzystam z pobytu w Rzymie, by dostąpić odpustu jubileuszowego w łączności z Rokiem Świętym, który Ojciec Św. ogłosił z okazji dziewiętnastego stulecia zbawienia świata. Tam na grobach apostolskich polecę Najwyższemu ukochane duchowieństwo moje i was, najmilsi Diecezjanie, i błagać będę dla was, o takiego ducha i o taką żywotność dla waszych parafii, byście byli wzorem wszystkim wierzącym (1Tes 1,7).

Niech was ma w swej macierzyńskiej opiece Najświętsza Marja Panna i niech błogosławieństwo Boże krzepi dusze wasze.

kard. August Hlond

Poznań, dnia 1 marca 1933.

/ patrimonium.chrystusowcy.pl /

*****

August Hlond (ur. 5 lipca 1881 w Brzęczkowicach, zm. 22 października 1948 w Warszawie) – polski duchowny rzymskokatolicki, salezjanin, biskup diecezjalny katowicki w 1926, arcybiskup metropolita gnieźnieński i poznański w latach 1926–1946, arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski w latach 1946–1948, prymas Polski w latach 1926–1948, kardynał prezbiter od 1927, Czcigodny Sługa Boży Kościoła katolickiego. – więcej >>>

Close Menu