Przekażcie sobie znak pokoju

Wzajemne przebaczanie to nieodzowny warunek każdej ludzkiej miłości, ponieważ każdy człowiek, mając nawet najlepsze intencje, pozostaje kruchy i bez łaski Boga nie może zrobić niczego dobrego.

W Eucharystii uczestniczymy jako ludzie grzeszni i słabi. Stąd też na początku liturgii eucharystycznej wyznajemy: „Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem”. Grzech dosięga wszystkich sfer naszej osobowości i codziennego życia: czynów, słów, myśli, emocji. Tam, gdzie jest zła intencja i nieczysty zamiar, tam jest grzech. Grzech to nie tylko „złe działanie” i „złe słowo”, lecz także rozwijanie złych pragnień. Złe drzewo to nie tylko to, które wydaje złe owoce, lecz także to, które nie wydaje żadnych owoców. Jezus każe je wyciąć i rzucić w ogień (por. Mt 3, 10).

Zaproszenie do pojednania z Bogiem i bliźnimi

Kiedy jednak w naszych grzechach otwieramy się na Boga, On jedna nas z sobą. Ludzka słabość i niewierność w miłości nie są przeszkodami dla miłości Boga. On nie czeka na naszą poprawę, aby móc nas miłować. Właśnie dlatego, że nas miłuje, możemy naprawiać i odmieniać nasze życie. To wielka pokusa myśleć, że Stwórca pokocha nas dopiero wówczas, gdy wyzwolimy się z wszystkich naszych grzechów i staniemy się doskonali.

Bóg w swej miłości do nas jest wielkim realistą. Liczy się nie tylko z naszymi ograniczeniami, ale także z naszym złym używaniem wolności. Ta właśnie Boska bezwarunkowa miłość do człowieka grzesznika jest zaproszeniem do pojednania się z Panem i wyrzeczenia się grzechu. Bóg nigdy nie oddala się od nas jako grzeszników. To my przez grzech oddalamy się od Niego. Grzesznik jest daleko od Boga, ale Bóg pozostaje blisko grzesznika. Bóg nie musi więc jednać się z grzesznikiem, ponieważ On nigdy człowieka nie opuszcza. To grzesznik winien pojednać się z Panem.

Im cięższe są grzechy człowieka, tym bardziej Bóg mu towarzyszy swą uprzedzającą łaską. To dzięki niej człowiek może uznać swe grzechy, wyznać je oraz pojednać się z Bogiem. Szczególnym miejscem jednania się grzesznika z Bogiem, człowieka z miłującym Ojcem, jest Eucharystia. To także miejsce pojednania z bliźnimi. Nie możemy przystąpić do stołu eucharystycznego, jeśli mamy „coś przeciwko bratu”. Jezus mówi prosto: „Ten, kto jest skłócony z bratem, ten skłócony jest także i ze Mną” (por. Mt 5, 23-24). Jezus nigdy nie oddziela nas od naszych braci i sióstr. Zawsze traktuje nas jako wspólnotę i rodzinę. Nawet jeżeli spotykamy się z Nim osobiście, to widzi On również nasze relacje z innymi. Interesuje Go nie tylko nasza więź z Nim, ale także nasze więzi z przyjaciółmi i wrogami.

Eucharystia wzywa nas więc do miłowania wszystkich ludzi: dobrych i złych, odnoszących się do nas życzliwie i nieżyczliwie. Bóg kocha wszystkich jednakowo. Ten sam deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych, pobożnych i niepobożnych, świętych i zbrodniarzy (por. Mt 5, 45).

Bóg, okazując nam miłosierdzie, wzywa nas, byśmy podzielili się Jego miłością z tymi, którzy zawinili wobec nas, jak my zawiniliśmy przeciwko Niemu. Eucharystia to bowiem miejsce odkupienia wszystkich grzechów, zarówno tych, które my popełniliśmy wobec bliźnich, jak i tych, które bliźni popełnili wobec nas. W blasku eucharystycznego światła nie może ukryć się żadna ludzka nieprawość i żaden grzech.

Stanąć w prawdzie o sobie

Wzajemne przebaczanie to nieodzowny warunek każdej ludzkiej miłości, ponieważ każdy człowiek, mając nawet najlepsze intencje, pozostaje kruchy i bez łaski Boga nie może zrobić niczego dobrego. Często zdarza się, że zafascynowani sobą przyjaciele, kochankowie, narzeczeni, małżonkowie nie dostrzegają u siebie nawzajem wad, braków i ułomności. Dzieje się tak dlatego, że jasność patrzenia przesłaniają im silne egoistyczne uczucia. Zaślepiają one jednak tylko do czasu. Gdy bowiem mija namiętna miłosna pasja, oczy się otwierają. Jak Adam i Ewa w raju poznajemy wówczas swoje wzajemne ubóstwo i budzącą wstyd nagość. Wówczas od ukrywania i maskowania ułomności i słabości przechodzimy do postawy przeciwnej: odsłaniania, demaskowania, wyolbrzymiania i obwieszczania ich wszystkim.

Ludzkie słabości nie zagrażają miłości, jeżeli stajemy w prawdzie i jesteśmy ich świadomi, jeżeli usiłujemy je w nas pokonywać. Gdy dostrzegam własne ułomności i wady, nie mogę już oskarżać i potępiać moich braci za to, co widzę u siebie samego. Eucharystia, godzina prawdy, uczy nas realistycznego spojrzenia na ludzkie życie: własne i bliskich. Gdy ulegamy najmniejszemu nawet zakłamaniu, upomina nas: „Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” (Łk 6, 41).

Eucharystia, chleb dla grzeszników, przypomina nam, że jesteśmy pielgrzymami w drodze do Ojca. Szczerość przed Bogiem leczy nas z zaślepienia i z nieczystego serca, które fałszywie demonizują lub angelizują ludzką rzeczywistość. Bóg widzi nasze ułomności i kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. I my, widząc ułomność naszych braci, mamy ich przyjmować, akceptować i kochać takimi, jakimi są naprawdę. Prawdziwa miłość nie koloryzuje, nie fałszuje, nie kłamie.

Aby przebaczyć bliźniemu choćby najmniejsze słabości i grzechy, trzeba najpierw dostrzec własne. Przebaczenie innym wymaga więc prawdziwego spojrzenia na siebie. Gdy pragniemy naprawdę kochać bliźnich, musimy być gotowi uznać swoje ułomności. Wtedy też będziemy w stanie przebaczyć im nawet siedemdziesiąt siedem razy (por. Mt 18, 22). Brak przebaczenia i wzajemne nieprzejednanie sprawiają, iż wszystkie nieporozumienia, te wielkie i te małe, nakładają się na siebie i tworzą z czasem głębokie urazy. Rośnie wówczas pomiędzy ludźmi jakiś niewidzialny i nieprzenikalny mur. Dialog sprowadza się wówczas do spraw czysto formalnych.

Przypadkowe dotknięcie bolesnych, a nierozwiązywanych problemów staje się powodem konfliktu, po którym następują nieraz długie „ciche dni”. Nieprzenikalny mur i wzajemne oddalenie, narastające nieraz przez wiele lat, stają się nierzadko powodem nieporozumień i rozbicia małżeństwa, rodziny, przyjaźni, wspólnoty i każdego związku międzyludzkiego.

Dar przebaczenia

Przydarzają się nam nieraz bolesne sytuacje życiowe, które głęboko zapadają w serce i ranią jakby „na trwałe”. I chociaż chcielibyśmy o nich zapomnieć, wyrzucić je z pamięci i serca, to jednak zdaje się to wręcz niemożliwe. Jak wybaczyć poniżanie i upokorzenia trwające latami? Jak wybaczyć egoizm, życie w nałogach, nieodpowiedzialność współmałżonka, rodziców, przyjaciela, któremu się zaufało? Jak wybaczyć zdradę w przyjaźni czy miłości?

Gdyby miłość opierała się tylko na ludzkich siłach, byłoby to rzeczywiście niemożliwe. Jeżeli jednak miłość małżeńska, rodzicielska, synowska czy przyjacielska czerpie ze swego pierwotnego źródła, jakim jest miłość Boga, z Eucharystii, to cud przebaczenia, nawet najgłębszych ran, staje się realny. Zanurzenie się ludzkiego serca w nieskończoną miłość Boga czyni możliwym wzajemne przebaczenie w każdej sytuacji. I chociaż dar przebaczenia nie przychodzi w jednym momencie, ale jest długim procesem i trudną drogą, to jednak jest to dar nieodwracalny i stały. Przebaczenie to źródło nieustannego odradzania się oraz wzrostu ludzkiej miłości i przyjaźni. Daje nam ono wiarę i moc do dźwigania się z upadku i słabości.

Słowa kapłana przed Komunią świętą – „Przekażcie sobie znak pokoju” – to konkretne zaproszenie, aby wyciągnąć rękę do pojednania. Znak ten pomaga nam w przekraczaniu niewidzialnych murów, które narastają – nieraz poza naszą świadomością – w relacjach z Bogiem i ludźmi.

ks. Józef Augustyn SJ

Por. J. Augustyn SJ, Życie i Eucharystia, wyd. IV, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.

/ zycie-duchowe.pl /

Close Menu